Nowości

Katarzyna Radwan: sędzia na najwyższym poziomie

dnia

Z Katarzyną Radwan, mieszkanką Puszczykowa, jedną z trzech polskich arbitrów posiadających srebrną blachę Międzynarodowej Federacji Tenisa rozmawia Maciej Łosiak.

Jest Pani młodą osobą pokonującą w szybkim tempie kolejne etapy kariery sędziego w tenisie. W ubiegłym roku otrzymała Pani tzw. srebrną blachę. To bardzo duże wyróżnienie.

– Rzeczywiście, otrzymanie srebrnej blachy (ITF Silver Badge Chair Umpire – przyp. red.) było to dla mnie wyjątkowym momentem nie tylko w pracy zawodowej. Najwyższe uprawnienia, jakie można uzyskać w sędziowaniu to złota blacha, ale także grono osób będących o szczebel niżej jest wąskie, bowiem łącznie na świecie jest 47 sędziów posiadających srebrną blachę. Z Polski jest aż trzech i są to wyłącznie kobiety: Gabriela Załoga, Marta Mrozińska i ja.

Czym trzeba się wykazać, żeby zdobyć takie uprawnienia?

– Aby otrzymać srebrną czy złotą blachę należy przede wszystkim wykazać się odpowiednimi umiejętnościami oraz bardzo dużym międzynarodowym doświadczeniem sędziowskim na turniejach na różnych szczeblach.

Jak to wygląda w praktyce?

– Na każdym turnieju jesteśmy oceniani przez sędziego z wyższymi uprawnieniami lub przez supervisora. Dostajemy oceny zarówno opisowe, jak i zwykłe liczbowe. Omawiane są zarówno mocne strony sędziego, jak i to, nad czym należy popracować. Ocena przysyłana jest do Międzynarodowej Federacji Tenisowej (ITF – przyp. red.) i ma to następnie wpływ na dalszy rozwój kariery. Raz do roku w grudniu dochodzi do spotkania przedstawicieli najwyższego gremium sędziowskiego ITF, ATP i WTA, które po przeanalizowaniu profilów poszczególnych sędziów, przyznają srebrną bądź złotą blachę. Co ważne, te uprawnienia nie są dożywotnie i można je stracić. Aby sędziować na najwyższym poziomie, trzeba się cały czas rozwijać.

Kiedy przyznano Pani srebrną blachę?

– Srebrną blachę otrzymałam w grudniu 2018 r. Z kolei na początku 2017 r. zostałam zaproszona do ITF Development Team, który stanowi grupę młodych sędziów posiadających uprawnienia brązowej lub srebrnej blachy. Celem tego programu jest wspieranie sędziów w rozwoju poprzez m. in. możliwość pracy na największych turniejach, w tym Wielkich Szlemach czy spotkaniach Fed Cup lub Davis Cup. To z pewnością pomogło mi w rozwinięciu mojej kariery.

Jak przebiegała Pani ścieżka zawodowej kariery?

– Od najmłodszych lat grałam w tenisa. Byłam zawodniczką AZS Poznań. Do sędziowania zachęcił mnie mój brat, który obecnie jest trenerem w tym klubie. Ukończył kurs organizowany przez Kolegium Sędziów Polskiego Związku Tenisowego, a ja poszłam w jego ślady. W naszym kraju ścieżka sędziowska obejmuje dwa etapy – arbiter regionalny i związkowy. Następnym krokiem są uprawnienia międzynarodowe, które składają się z kolejnych czterech etapów – blachy białej, brązowej, srebrnej i złotej. Aby uzyskać pierwsze dwie, należy wykazać się odpowiednią liczbą przeprowadzonych meczów, a następnie wziąć udział w szkoleniach zakończonych trudnymi egzaminami. Pozostałe dwie – tak jak wspomniałam – są wyróżnieniem przyznawanym na podstawie zebranych ocen i odpowiedniego doświadczenia na poszczególnych turniejach. Ważna jest także komunikatywna znajomość języka angielskiego.

A propos mówienia – język angielski jest obowiązkowy, ale często słyszy się, że arbitrzy starają się podawać wyniki w trakcie meczu także w językach krajów, w których odbywa się dana impreza.

– Swobodne porozumiewanie się po angielsku jest nieodzowne w pracy sędziego, a przydatna jest także znajomość innych języków. Znam także francuski. W niektórych krajach wynik należy podawać w języku lokalnym w związku z tym należy do tego wcześniej przygotować się. Najtrudniejszym językiem był dla mnie estoński, ale dla wielu moich koleżanek i kolegów bardzo duże trudności sprawia język polski. Zawsze staramy się jednak sobie pomagać. Jeśli jestem na turnieju z kimś, kto potem jedzie do naszego kraju, to zawsze udzielam szybkich lekcji podawania wyniku.

Najbardziej pamiętny mecz, który Pani sędziowała siedząc na stołku?

– Trudno wskazać mi konkretny mecz, ponieważ dla mnie niezapomniane doświadczenia wiążą się z konkretnymi kortami czy turniejami, na przykład tam gdzie sędziowałam swój pierwszy finał czy pierwszy mecz z systemem Hawk Eye. W trakcie tegorocznego Australian Open miałam okazję sędziować na Melbourne Arena, która zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. To trzeci co do wielkości kort w całym kompleksie.

Czy są wśród sędziów osoby, które są dla Pani wzorem?

– Jest wielu sędziów, których darzę ogromnym szacunkiem i od których mogę się wiele nauczyć. Zawsze staram się obserwować pracę innych, aby móc skorzystać z ich doświadczenia. Każdy sędzia ma swój styl, ale wzorem są dla mnie Eva Asderaki-Moore z Grecji i Chorwatka Marija Cicak.

Ile miesięcy jest Pani poza rodzinnym domem?

– Dużo. W ciągu roku podróżuję około 25 do 30 tygodni, czyli praktycznie większość czasu spędzam na walizkach. Rekompensatą są nowi ludzie i miejsca, które mogę poznać. Z drugiej strony sędziowie na stołku mają najlepsze miejsce, siedzą w pierwszym rzędzie i są najbliżej wszystkich wydarzeń. Dla mnie jednak najważniejsze jest to, że lubię swoją pracę.

Sugerowane artykuły

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *