Nowości

Krzysztof Hołysz: Tenisowy savoir vivre ma we krwi

dnia

Krzysztof Hołysz, poznaniak z krwi i kości – wychowany na Grunwaldzie i Łazarzu, od 30 lat mieszka na Piątkowie. Miłośnik historii starożytnej i literatury science fiction. Kocha aktywność fizyczną. Zaczynał od piłki nożnej, a od lat jego wielką sportową miłością jest tenis.

Na pytanie jakim człowiekiem jest Krzysztof Hołysz słychać wyłącznie pozytywne opinie.

– Gentelman na korcie i poza nim. Grając z nim w miksta nigdy nie zdarzyło mi się, żeby podniósł głos, czy w jakikolwiek inny sposób wyraził niezadowolenie po zepsutej przeze mnie piłce. I co równie ważne, Krzysztof jest bardzo dobrym tenisistą, co widać po uzyskiwanych przez nas wynikach – mówi Maria Dłużyk, która od ponad 20 lat gra z sukcesami w tenisa.

– Krzysztof znany jest z wysokiej kultury i dobrego zachowania na korcie. Tenisowy savoir vivre ma we krwi. Z wielkim zaangażowaniem i zaciętością rywalizuje o każdą piłkę, jest nieustępliwy. Potrafi przyjąć także z godnością porażkę. Nie schodzi nigdy poniżej solidnego poziomu sportowego. Laureat nagród fair play – wylicza Sławomir Szymanowski, kolega z kortu, a zarazem bardzo dobry tenisista amator i organizator imprez tenisowych m. in. ALT.

Drewniany Nefryt

Krzysztof Hołysz tenisowego bakcyla połknął w połowie lat 70. Inspiracją do uprawiania tej dyscypliny był oczywiście Wojciech Fibak.

– Pamiętam bardzo dobrze sensacyjną wygraną Wojtka z wielkim Arturem Ashem. To wtedy postanowiłem zacząć grać w tenisa – wspomina mieszkaniec Piątkowa. I zaraz dodaje, że zaczynał swoją sportową przygodę od piłki nożnej.

Wychował się na Łazarzu i jak wielu chłopaków lubił przede wszystkim kopać piłkę. Nic dziwnego, że został zawodnikiem Warty Poznań. – W zielonych barwach występowałem od kategorii trampkarzy do juniorów. Moim trenerem był legendarny Edward Nowicki – wspomina K. Hołysz. I zaznacza, że lata gry w futbol pomagają mu do dzisiaj również na… korcie.

– Wytrzymałość, sprawność, to elementy które wyniosłem z piłki. Są one nieocenione także w meczach tenisowych – podkreśla nasz bohater.

Pierwszą rakietą był drewniany Nefryt, którą otrzymał od ojca Ryszarda, a który gra do dziś!

Asfaltowe korty TKKF

Krzysztof Hołysz jest samoukiem. Jako młody człowiek regularnie, bo dwa razy w tygodniu, trenował i rywalizował z kolegami na asfaltowych wówczas kortach TKKF przy ul. Winogrady. Potem była dłuższa przerwa, a do powrotu na kort namówił go Andrzej Kubanek, także tenisista amator.

– Obecnie gram w turniejach deblowych i mikstach. Prawie każdy weekend mam zajęty. Jeśli chodzi o treningi, to staram się już nie przeciążać organizmu. Po wyczerpujących zawodach mam jeden trening singlowy i jeden deblowy w tygodniu. Singla trenuję od przeszło dekady z Mariuszem Szmydem na Kortowie i są to bardzo wymagające sparingi. Jeżdżę na rowerze i dużo spacerują, głównie na Morasku – tłumaczy.

Prestiżowe wygrane

Krzysztof Hołysz to niezwykle ceniony gracz w środowisku amatorów, który może poszczycić się wieloma znaczącymi wynikami.

– Zaczynałem na kortach Warty od rywalizacji w Amatorskiej Lidze Tenisowej, startując od poziomu II ligi rozgrywek. Po awansie do I ligi utrzymywałem się w niej przez wiele lat. Następnie była liga zimowa i letnia AZS – obie wygrałem. Triumfowałem też w rozgrywkach I ligi na Posnanii. Pamiętny dla mnie są ubiegłoroczne zawody w Solcu pod Zaniemyślem. Wygrałem w kategorii +50, a w jeden dzień rozegrałem pięć zwycięskich spotkań. Cenię sobie także zdobyty w 2017 tytuł wicemistrza Ligi +50 rozgrywanej na kortach Parku Tenisowego Olimpia – wylicza poznaniak.

Półka z pucharami Krzysztofa Hołysza ugina się od trofeów. Poznaniak uczestniczył aż w ośmiu edycjach Gentelman’s Cup na Kortowie, z czego wygrał trzy i turniej Masters. Stanął na pierwszym stopniu podium w Polibuda Cup i zawodach Masters. Triumfował trzy lata temu wspólnie z Izabelą Gilewicz w bardzo mocno obsadzonym turnieju mikstowym na Kortowie. Z kolei rok temu wspólnie z Katarzyną Haze dotarł do finału Polibuda Retro Cup.

– Od ubiegłego roku moją partnerką na korcie jest Maria Dłużyk. Współpraca układa się znakomicie, co potwierdzają rezultaty. W cyklicznej imprezie w Sportotece w Puszczykowie, gdzie startują bardzo mocne miksty spisujemy się bardzo dobrze. Awansowaliśmy do Mastersa – dodaje Krzysztof Hołysz i z uśmiechem podkreśla, że realizowanie tenisowej pasji nie byłoby możliwe, gdyby nie wyrozumiałość i wsparcie żony Wandy. – A od dwóch i pół roku mam kolejnego kibica i nową miłość – wnuczkę Ewę – mówi.

Kąśliwy slajs i kątowa gra

Choć Krzysztof Hołysz to tenisowy samouk i – jak skromnie przyznaje – popełnia wiele technicznych błędów, to jest bardzo niewygodnym przeciwnikiem.

– Wiem co robię źle, ale już za późno, żeby pewne niedociągnięcia wyeliminować. Mój oburęczny bekhend jest słaby, ale za to slajs z bekhendu kąśliwy. Forhend? Gram z podniesionym łokciem, ale umiem uderzyć piłkę mocno i kątowo, dobrze gram wolejem co szczególnie przydaje się w grach deblowych. No i, jak mówią znajomi, jestem wybiegany, każda piłka wraca na drugą stronę, a to dla rywali jest frustrujące. Wszyscy znają moje mocne i słabe strony, ale mimo to często wygrywam – mówi z uśmiechem mieszkaniec Piątkowa.

Krzysztof Hołysz na bieżąco śledzi to, co dzieje się w światowym i polskim tenisie. Uwielbia Rogera Federera. Kibicuje Polakom Hubertowi Hurkaczowi i Kamilowi Majchrzakowi Idze Świątek i Maji Chwalińskiej.

– Mam wielki szacunek dla osiągnięć Agnieszki Radwańskiej. Isia wprawdzie nie imponowała warunkami fizycznymi, ale inteligencją, „mieszaniem” zagrań potrafiła wygrywać z najlepszymi na świecie. Jak grać drop szota podpatrywałem u niej – kończy Krzysztof Hołysz.

Sugerowane artykuły

1 Comment

  1. ALIX

    13 września 2019 at 14:58

    Krzysztof to poza tym doskonały piekarz oraz Osoba o wielkim sercu – aktywnie wspiera akcje, w których potrzebna jest pomoc zwierzętom – TEGO SIĘ NIE ZAPOMINA. Dziękuję Krzysiu i pozdrawiam!!!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *