AZS Poznań

Sport to przygoda, a nie tylko złoto igrzysk

dnia

Mikołaj Weymann jest trenerem polskiej kadry kadetek, juniorek i szkoleniowcem w AZS Poznań. Swoją przygodę na poznańskich kortach AZS przy ul. Noskowskiego zaczynał 35 lat temu.

Tekst: Mikołaj Woźniak

Fot.: ITF i Archiwum rodzinne

– Trafiłem tutaj w 1984 roku za namową Danuty Staniszewskiej, czyli kuzynki mojego ojca. Trenowałem w grupie m. in. razem z Filipem Aniołą, naszym późniejszym reprezentantem i zawodnikiem, który wygrał z Rogerem Federerm, kiedy obaj rywalizowali w młodszych kategoriach wiekowych – wspomina nasz rozmówca.

I wyciąga zdjęcia, na których jest m. in. z Wojciechem Fibakiem. Zrobiono je w 1988 roku i od tamtego czasu na kortach przy ul. Noskowskiego niewiele się zmieniło. – Mieliśmy kontakt z takim zawodnikiem, bo często odwiedzał swój tenisowy „dom” – mówi Weymann.

Swoją przygodę jako zawodnik zakończył dość szybko. Skończył grać mając 20 lat. Jednak, jak tłumaczy, czuł, że chce być związany ze sportem i uczyć tenisa. Wybór padł na Akademię Wychowania Fizycznego, którą ukończył w 2002 roku. W międzyczasie pojawiła się propozycja z AZS, żeby zacząć pracę przy szkółce tenisowej.

– Zaczynałem wspólnie z Sykstusem Szajdą. Od razu dostaliśmy pod opiekę dobrą grupę – wyjaśnia Weymann. Wtedy trenował Olgę Brózdę czy Sylwię Zagórską, zawodniczki, które mają za sobą profesjonalną karierę. Zagórską prowadził jeszcze przez dwa lata, kiedy przekroczyła już wiek juniora. Jednak w całym swoim zawodowym życiu, Mikołaj Weymann pracuje głównie z młodzieżą. Sam mówi, że tego nie planował, ale tak się wszystko potoczyło i jest zadowolony.

Tym bardziej, że z roku na rok pełnił w AZS coraz ważniejsze funkcje. W 2007 i 2011 roku został wyznaczony przez Jacka Muzolfa (szef sekcji tenisowej AZS – przyp. red) jako trener akademickiej reprezentacji Polski, jeździł z nią na Uniwersjady. Najpierw w Bangkoku, a później w chińskim Shenzhen. Nie każdy wie, że debiut w roli trenera na Uniwersjadzie, Mikołaj Weymann mógł zaliczyć już w 2005 roku w tureckim Izmirze. Na przeszkodzie stanął pech: – Przed wyjazdem napadli mnie w parku Sołackim i złamali obojczyk – wspomina trener.

Łącznie, przez wszystkie lata pracy w AZS, M. Weymann wielokrotnie był kapitanem zespołów juniorskich i kadetów, które z Drużynowych Mistrzostw Polski przywiozły 20 medali. Połowa z nich była w kolorze złotym. W końcu pojawiła się propozycja, by przejąć kadrę najpierw kadetek, a kilka lat później juniorek.

– Trenerem reprezentacji Polski kadetek jestem od 2011 roku. Zastępowałem Tomka Wiktorowskiego, bo on zaczynał pracę z Agnieszką Radwańską – mówi Weymann. Co wspomina jako największy sukces? 2016 rok i zwycięstwo w Drużynowych Mistrzostwach Świata juniorów w Budapeszcie. W tym samym roku zespół zajął też drugie miejsce w Drużynowych Mistrzostwach Europy. W tym samym składzie: Iga Świątek, Maja Chwalińska i Stefania Rogozińska-Dzik.

Mikołaj Weymann tłumaczy, że w codziennym treningu zawodników nie kładzie nacisku na konkretny element gry. Do każdego zawodnika chce podchodzić indywidualnie, bo każdy zmaga się z zupełnie innymi problemami. Niektóre są czysto sportowe, inne bardziej prywatne. Nie ma więc sprawdzonej recepty na trening.

Nasz rozmówca przyznaje, że przez lata, odkąd zaczął trenować, tenis bardzo się zmienił. Wzrosła rola treningu motorycznego, stabilizacyjnego czy profilaktyki przed kontuzjami. – Zmiany widać choćby po takich legendach jak wspomniany już Roger Federer. Ma 37 lat i nadal jest w stanie wygrać Wielkiego Szlema – wyjaśnia trener Weymann.

Zapewnia, że nawet nie myśli o tym, żeby zmieniać coś w swoim zawodowym życiu. – Jestem AZS-iakiem z krwi i kości. Świetnie czuję się w tym środowisku. Jak każdy, kto raz do niego wejdzie – podsumowuje.

Zdradza też, że sport to dla niego przygoda, a tenis, jak żaden inny daje możliwość np. podróżowania. Od Kanady po Australię. – To jest w nim cudowne. Sport to nie tylko złoto Igrzysk Olimpijskich. To także styl życia, który bardzo kształtuje charakter – uważa Mikołaj Weymann.

Zdjęcie, na którym Mikołaj Weymann jest m. in. z Wojciechem Fibakiem. Rok 1988.

Sugerowane artykuły

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *